Rzeczywiście dawno się tu nie odzywałam, ale ostatnie miesiące to trudny dla nas czas. Zacznę jednak od początku.

Kilka miesięcy temu Scholka straciła przytomność. Przestraszyłam się bo pierwszy raz się to zdarzyło. Wezwałam pogotowie, ale nie wiele nam pomogli. Kiedy utrata przytomności się powtórzyła trafiłyśmy na neurologię i lekarze wykluczyli jakiekolwiek zaburzenia neurologiczne. Kardiolodzy również wykluczyli zaburzenia kardiologiczne. Cukier także ok. Utraty przytomności powtórzyły się jeszcze kilka razy i do dziś nie wiem co było podłożem. Na szczęście od trzech miesięcy nie było takich epizodów. Scholcia przeszła także szereg badań gastrologicznych na oddziale interny w szpitalu Wolskim. Niestety gastroskopia nam wyszła nie najlepiej. Okazało się że ma zapalenie błony śluzowej układu pokarmowego i dwunastnicy. Musiała być przeleczona.

No i może wystarczy o problemach zdrowotnych, chociaż problemy związane ze szkołą, zwłaszcza te niepożądane zachowania typu: autoagresja i agresja w dużej mierze wynikają ze złego samopoczucia. Na szczęście udało nam się jakoś te kryzysy przetrwać i wyjechać na upragniony odpoczynek.

To Już się staje prawie tradycją, że urlop zaczynamy u naszych zaprzyjaźnionych gospodarzy w Komarnie. Rozkoszujemy się tam błogą ciszą. Smakujemy przepyszne jedzonko przygotowywane starannie przez Wiesię, a Schola ma zapewnioną dietę. Korzystamy z uroków przyrody i chodzimy na długie spacery. Jak pogoda dopisuje to pluskamy się w basenie, a to Scholki ulubione zajęcie. Trampolina i huśtawka też są w obiegu. A dzięki życzliwości gospodarza poznajemy również okolicę, bo w miarę swoich możliwości czasowych służy nam swoim samochodem.

Co roku także wyjeżdżamy do mojej rodzinnej miejscowości koło Przemyśla. W tym roku nie mogło być inaczej. Spędziłyśmy u mojej mamy dwa tygodnie. Pogoda można by rzec jak drut – jak dla mnie to nawet zbyt durze upały. Deszczu ni kropli. Woda w Sanie niczym podczas kąpieli w wannie. Dużo spacerów. A ciszę zakłócało jedynie pianie kogutów. Ach nie ma jak u mamy.

 

Po urlopie powrót do rzeczywistości. Szkoła, praca. Nadal wiele bezsennych nocy, co powoduje że Scholi złe samopoczucie często się nasila, a huśtawka nastrojów to prawie norma w jej zachowaniu. W takim stanie jest ją trudno zmotywować do pracy, zwłaszcza w szkole, bo w domu trochę lepiej to wygląda. Mamy też kłopoty ze znalezieniem terapeutki SUO, gdyż poprzednia zrezygnowała. Takie zmiany Scholi nie służą. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że wyjdą nam na dobre. Największym problemem w dalszym ciągu jest Scholki bezsenność. To nam rozkłada całe życie na łopatki. Nadal nie widać światełka w tunelu w tej kwestii. Nikt nie umie znaleźć przyczyny tej bezsenności. Och chyba wszystko bym oddała za regularny sen i noce w pełni przespane?!?!?!